Rzadko tu zagladam, potrzeby nie ma, czytelników takoz (prócz zapewne podczytującej Efki ;)).
CZas na zamknięcie i bloga i pewnego etapu bazgrania w necie.
Może gdzieś się przeniosę i zacznę pisać same mądrości, kreować się na fajnego człowieka, i takie tam pierdoły uprawiane przez wielu znajomych mi blogujących.
I kto, u diabła, odwiedzał mnie z Wysp Kokosowych?
...oj, losie...
7 lat po obronie magisterki dostałam się na doktoranckie.
Jestem szczęśliwa.
...oj, losie...
Prof mnie zabił. No, prawie. "Wchodź na stronę, zbieraj papiery, szybko, szybko!". A na następny dzień (spałam całe 4 godziny) zerka na kartkę i mówi: "aaa, do września mamy czas". No żesz, no. Przynajmniej mam większość papierów w teczce, została pieczątka, lekarz i coś tam jeszcze. W każdym razie, jak się uda, oznacza to 4 lata spokoju. Finansowego (co wcale nie oznacza kokosów, za podobną kwotę żyłam w Toruniu).
Z wieści zdrowotnych - lekarz nie namawiał na hormony (yes! yes! yes!), kazał brać kwas foliowy :) Czyli teraz honey trap, bo chyba inaczej się nie da ;D Tylko nie wiem kiedy się przyczaję, bo osobisty Fajans pracuje od 9-19, a w weekendy ma kurs maklerski. TO KIEDY JA MAM GO WYKORZYSTAĆ?! ;)
Choć choroba sieodzywa (niemal cały weekend spędzony w łóżku), to jednak miewam przebyłyski nadziei i dobrego nastroju.
Oraz: jak dobrze pójdzie, to w sierpniu Chorwacja. Czyli mój ukochany obcy kraj.
...oj, losie...
Bloga sponsoruje
blog.pl, a ubiera cztery razy do roku Nina.